wtorek, 11 lutego 2020

Kosmetyki, które są ze mną od lat




.
Są takie kosmetyki, do których nigdy nie wracamy, są takie, które kupujemy drugi raz i takie, do których wracamy nieustannie i są z nami kilka lat. Teraz, kiedy rynek jest tak pełen produktów pielęgnacyjnych, łatwo jest przebierać i wybierać co rusz to nowe. Nawet kiedy dany kosmetyk się u nas sprawdza, chętnie sięgamy po inny choćby z ciekawości.
Sama nie prędko sięgam po ten sam produkt, ale jest kilka kosmetyków do których wracam nieustannie. Mam takie swoje top 5 i oto one.


POMADKA BURT'S BEES

Z tą pomadkę zetknęłam się ładnych parę lat temu kiedy jeszcze królował tzw. "stary YouTube" i polecała ją Agnieszka z kanału nissiax83. Była wtedy poza moim zasięgiem, ale jak tylko miałam możliwość ją kupić od razu to zrobiłam i od tamtej pory nie rozstaje się z pomadkami ochronnymi tej marki. Zwykle wybieram jej podstawową wersję, która daje delikatny efekt chłodzenia po aplikacji na usta, co bardzo lubię. Pomadki Burts's Bees są oparte głównie na wosku pszczelim i bardzo dobrze i długotrwale nawilżają usta. Do tego są mega wydajne.


WODA RÓŻANA

Hydrolaty uwielbiam już od lat. Kiedyś zwykłe toniki zastąpiła mi woda termalna, teraz królują wody kwiatowe. Lubię różne hydrolaty, np. lawendowy, wodę z czystka, ale najczęściej jednak wracam do wody różanej. To świetny łagodzący i naturalny tonik do twarzy. Unoszący się po aplikacji mgiełki zapach róży damasceńskiej lubię równie mocno jak zapach lawendy, oba są bardzo kojące. Sięgam po wody różane różnych marek, Heritage Store, Make Me Bio lub Okani. Ważne by skład był czysty, marka nie ma tu większego znaczenia, choć Okani przemawia do mnie szklaną butelką. 


OLEJKI

Od jakiegoś czasu chyba nie zdarzyło się by w moim domu nie było choć jednego olejku do pielęgnacji. Choćby był to tylko olej kokosowy, który używam czasem do nawilżania ciała (choć raczej wykorzystywany jest w kuchni do smażenia naleśników ;)). Olejków jest teraz cała masa, każdy ma dobrocenne właściwości. Bardzo lubiłam olejek migdałowy i z dzikiej róży, ale hitami, do których ciągle powracam jest olejek jojoba i olejek z pestek winogron. Dobrze sprawdzają się przy problematycznej cerze, są lekkie i nie zapychają. 


OLEJEK POD PRZYSZNIC ISANA

O ile skóra mojej twarzy jest mieszana, to skóra ciała jest sucha i nie znosi żeli do mycia z detergentami. Dodatkowo nie należę do osób szczególnie lubiących nakładanie balsamu do ciała i pamiętanie o tym każdego dnia, więc jedynym ratunkiem są delikatne, nawilżające żele. Najlepszym dla mnie rozwiązaniem jest olejek pod prysznic marki Isana. Tani, łatwo dostępny, robi to co ma robić i nie wysusza. Używam go od kilku dobrych lat, tylko czasami sięgając po inny żel.


ŻEL ALOESOWY

Nie jest to może produkt, który używam ciągle, ale zawsze go mam w swojej łazience. Tak jak w przypadku wody różanej, marka nie gra tu wielkiej roli, ważny jest skład. Żel aloesowy najlepiej sprawdza się u mnie latem, doskonale łagodzi podrażnioną słońcem skórę. Lubię go też mieszać z olejkiem i nakładać na twarz. Zastosowań żelu aloesowego jest całe mnóstwo i warto go mieć.


Do tych kosmetyków na pewno będę ciągle wracać i ciekawa jestem czy też macie takie swoje pewniaki, z którymi się nie rozstajecie?


5 komentarzy:

  1. Olejek Isana też jest zawsze w mojej łazience, ale stosuje go do mycia gąbeczek do makijażu. Do mycia ciała jakoś mi nie podszedł. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też żel aloesowy króluje ciągle, teraz kończe Holika Holika, a w zapasie Aloesove. Ta pomadka również mnie kusiła już dawno, ale póki co nie miałam okazji używać

    OdpowiedzUsuń
  3. Olej jojoba kocham, również powracam do niego regularnie od lat ;) Nie cierpię za to olejku Isany, a pomadka Burt's Bees wypadła u mnie przeciętnie (wolę od niej choćby pomadkę rumiankową Alterry) ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam wodę różaną i jest ze mną już od kilku lat :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia